Regaty nabrały tempa, rozegrano 3 wyścigi w wietrze 12-16 węzłów. Było bardzo ciekawie. Na mniej niż minutę do pierwszego biegu pojawiły się komplikacje:/. Na początku nie wyczułem nieszczęścia. Coś mi tylko mignęło przed oczyma, w przedstartowym tłoku byłem bardziej zainteresowany planowaniem strategii na zbliżający się wielkimi krokami wyścig niż latającymi częściami mojego sprzętu… Dostałem jednak wiadomość od jakiegoś rybaka, będącego akurat na statku komisji. Zlitował się nade mną, pokazując palcem na wodę. Ja po Tajsku jeszcze płynnie nie rozmawiam, w migowym zresztą też nie :D, więc, myśląc, że opowiada mi historię jakieś rybki początkowo nie zwróciłem na niego uwagi. Nagle olśniło mnie, połączyłem fakty i przelotnie sprawdziłem swój sprzęt. Może, pomyślałem, to nie o rybach jest ta opowieść, bo niby czemu starzec opowiadałby ją tylko mi. Jak sami widzicie, doszedłem do szokującego odkrycia drogą bardzo zawiłą i skomplikowaną. Na szczęście to wszystko stało się w ułamek sekundy. Mój startowy zegarek zniknął. No i znowu niczym na dziesięciopasmowej autostradzie, myśli atakowały mnie z prędkością światła. Rozpoczęło się od wewnętrznego głosu, „Bad luck, co za perfidna złośliwość rzeczy martwych, to chyba nie jest odpowiedni czas na taką akcję”. W tak zwanym międzyczasie zobaczyłem Marka Konrada w filmie „Dzień Świra”, kiedy uderzył czołem w skrzynkę na listy i wypluł to brzydkie słowo na K. Aż sam się sobie dziwię ile tego jest, ale naprawdę, to tylko kropelka w morzu tego, co gnieździ się na moich zwojach mózgowych. Można by pisać i pisać, ale nie chcę tu nikogo zanudzić. Ostatecznie, wszystko skończyło się dobrze, począwszy od znalezienia zegarka, który jednak nie zatonął, przez bezbłędne wyłowienie go, wpłynięcie o czasie na linię startu, skończywszy na dobrych miejscach w tym jak i kolejnych biegach. Uplasowałem się odpowiednio na 1, 3 i 2 miejscu. Po 4 biegach zajmuję 2 pozycję. Na pierwszym placu znalazł się Japończyk. Czekam z niecierpliwością na jutrzejsze wyścigi, plotka głosi, że ma być jeszcze więcej wiatru, a to przecież dogodne warunki do wycięcia samuraja z pozycji lidera;)
Pozdrawiam,
Max
