Niedługo było trzeba czekać na przygody w Nowej Zelandii, miejscu, w którym już za 6 dni odbędą się regaty o Mistrzostwo Świata w Windsurfingu Olimpijskim. Dzisiaj w nocy (w Polsce było to wczesne popołudnie) miał miejsce incydent. O 3.40 nad ranem, kiedy ja, Łukasz, Maciek i Michał, koledzy, z którymi dzielę kwatery, smacznie sobie spaliśmy, stało się coś nieprawdopodobnego. W ułamku sekundy rozległ się po całym mieszkaniu hałas przewracanego krzesła, oraz krzyk, jedno słowo, którego z początku nie zrozumiałem z powodu oszołomienia i senności. W chwilę później byłem już na nogach biegnąc po korytarzu w kompletnych ciemnościach, ubrany tylko w bokserki szukałem czegoś…co do końca nie miało to dla mnie sensu. Zaprzestałem pościgu w momencie, w którym uświadomiłem sobie, że otacza mnie tylko głucha i ciemna noc. Kiedy wracałem do pokoju, myślałem, że to musiał być naprawdę realistyczny sen, a ja muszę zacząć brać jakieś tabletki, żeby nie słyszeć więcej takich głosów. „Cóż”, pomyślałem, „jak opowiem chłopakom o moim filmie na jawie, wyjdę na jakiegoś dziwaka”, oczyma wyobraźni widziałem już Kowala, mojego trenera, jak robi mi testy antydopingowe w przeświadczeniu, że te halucynacje nie biorą się z nikąd :D. Gdy wróciłem, wszyscy już wstali, światło było zapalone w korytarzu, na szczęście nikt nie krzyczał, głosy zastąpione zostały pytającymi spojrzeniami moich kolegów. To byłaby ciężka przeprawa, gdyby nie Łukasz, który wpadł za mną do pokoju. W rękach trzymał plecak z oszczędnościami i aparatem fotograficznym Michała oraz swoim kapokiem. Po chwili opowiedział nam o pościgu, jak krzyknął „złodziej”, przewrócił krzesło, dopadł drania na ulicy, zerwał mu z twarzy kominiarkę i wyrwał skradzione rzeczy. Typ niestety zwiał. Kamień spadł mi jednak z serca, „jestem normalny”, pomyślałem. Okazało się, że wybiegając z pokoju pobiegłem w przeciwnym kierunku niż złodziej i Łukasz. A szkoda, bo na kamerze okazało się że dzieliło mnie tylko 7 sekund straty do uciekiniera, a poza tym jestem pewien, że biłem właśnie rekord w biegu na sto metrów, nie czując bólu ani strachu.
Całe zdarzenie rzuca cień na powszechną opinię, że domu się tu nie zamyka na klucz, bo nie ma takiej potrzeby. Wszędzie kradną, w przeciągu całej swojej żeglarskiej kariery okradziono mnie 2 razy, we Francji i Włoszech, to miał być 3 ale dzięki naszemu poskramiaczowi szuj i brudasów, Łukaszowi Grodzickiemu, do tego nie doszło. Dzięki Loko, przy Tobie będę spał spokojnie ;).
Do następnej akcji dywersyjnej,
Max