Regaty ukończyłem na 34 miejscu. Dużo łatwiej pisze mi się o zwycięstwach takich jak w Tajlandii niż teraz, gdy czuję, że nie szło tak jak to zaplanowałem ;). Starałem się jednak z całych sił… tym razem niestety nie osiągnąłem swoich celów.
Na szczęście podczas naszego pobytu w trakcie jednodniowej przerwy w środku regat, stało się coś, co pozwoliło mi zapomnieć o wszelakich niepowodzeniach. Okazało się, że poczynania Polskiej Kadry Olimpijskiej są pilnie śledzone przez Polaków mieszkających na stałe w Nowej Zelandii. Cały RSXteam został zaproszony przez przemiłych rodaków do Skytower (na zdj.) w centrum Auckland- najwyższej wierzy w całym mieście (ok. 190metrów!), której szczyt obraca się wokół własnej osi. Jedząc sobie pyszności zwiedziliśmy przy okazji całe miasto!. Takie zwiedzanie w pigułce całkowicie zmienia mój stosunek do tego zajęcia, byłem po prostu wniebowzięty ;).Ostatniego dnia, już po zawodach, pojechaliśmy wspólnie na przepiękną plażę z czarnym piaskiem. Darek, głowa rodziny, która się nami „zaopiekowała”, przezornie zabrał ze sobą sprzęt do body surfingu. Jak widać na załązonym zdjęciu, nie wahałem się by przetestować tamtejsze fale;).
Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że na drugim krańcu świata spotkam kogoś, kto dzieli naszą pasję dla windsurfingu i z taką ufnością i sympatią nas powita. Dziękuję za wszystko… jestem zobowiązany.
Serdeczne pozdrowienia dla Darka, Adama, Majki, Oli i Basi ;)

