W sobotę zakończyły się w Sopocie przedostatnie regaty w moim sezonie, Mistrzostwa Europy w klasie Raceboard (ostatnie to Mistrzostwa Polski w RS:X 15go września). Tytuł brzmi bardzo poważnie, ale w związku z Igrzyskami i tym, że Raceboard nie jest klasą olimpijską, regaty nie były obstawione zbyt mocno. Ścigałem się na reliktach windsurfingu, czyli długiej desce mieczowej (coś na styl mistrala) wyprodukowanej chyba z 15 lat temu, oraz na żaglu, na którym ścigałem się jeszcze w 2002 roku. ( nigdy nie myślałem, że to powiem, ale za moich czasów ścigaliśmy się na czymś takim :D) Miałem do wyboru sprzęt RS:X gdyż on także zalicza się do klasy Raceboard ( to jak z kwadratem który jest prostokątem…) Wybrałem jednak stary sprzęt chyba tylko dla tego, że chciałem poczuć się tak jak kiedyś gdy pływałem na Mistralu. No i poczułem, muszę przyznać, że wcale nie było łatwo utrzymać się na tej wąskiej desce, oraz na żaglu który już od 3 beuforta cały czas starał się mnie „przykleić do tafli wody”. Po tym doświadczeniu zrozumiałem, że świat poszedł do przodu, żagle stały się dużo łatwiejsze w obsłudze, a cały sprzęt windsurfingowy przyjemniejszy w użytkowaniu :D. Udało mi się wygrać regaty, choć nie było to takie proste i oczywiste. Po 3 z 5 dni regat spadłem nawet na 2 miejsce ale ostatecznie złoto w tych regatach przypadło mi.
Za dwa dni wyruszam do Pucka na zgrupowanie, tym razem przygotowujące mnie do ostatniej imprezy sportowej w tym roku, Mistrzostw Polski w olimpijskiej klasie RS:X. Szczerze mówiąc, nie mogę się już doczekać, bo brakuje mi rytmu dnia nadawanego przez poranny trening, posiłki o stałych porach, oraz zmęczenia, które zmusza mnie do 10 godzin snu dziennie. Życie bez treningu jest jakieś nie poukładane, chaotyczne i bez głębszego celu :D. Czy jestem już chory psychicznie, że wypisuje takie głupoty ? :)