Egipt. „Zimna chyba nie będzie”, nie, woda w basenie zimna nie jest. Jest tak ciepła, że aż nie można w niej pływać :D. Nie czułem się tak od dłuższego czasu. Zgrupowanie w Egipcie, pływanie w ciepłym kraju… już prawie zapomniałem jak to jest schodzić na wodę przy 25 stopniach Celsjusza. Zapach tego suchego powietrza, piasku i wody, powiew ciepłego powietrza. Delikatny, nie wystarczający do ślizgu, ale jakże przyjemny, zmieszany ze słońcem. Pomimo tego, że liście palm ledwo się poruszają zszedłem na godzinny trening na RSX, odczucia były druzgocące.
Dzisiaj, po tym właśnie pływaniu, jak walec, przetoczyła się po mnie ciężka i bezlitosna myśl: „ale jestem słaby, czuję się jakbym pływał po raz pierwszy od pół roku”. Ha, ale dopiero jak to napisałem, zrozumiałem, że myśl ta jest tyleż ciężka co prawdziwa. Pół roku nie pływania, nic dziwnego, że czuję się znokautowany, słaby i obolały. Na szczęście to pierwszy dzień dwutygodniowego zgrupowania, myślę więc, że jest szansa się poprawić.
Poza tym mam się dobrze, jeszcze nie mam odparzeń na dłoniach, ale moje ręce po przerwie znowu stały się delikatne jak u dziewczyny. A jedyną chyba osobą, która się z tego cieszy to moje dziewczę… Nie czas jednak o tym myśleć. Za 9 minut mam obiad, obiad ze srebrnymi sztućcami, w wielkiej hali, z ilością dań, którym nie będę w stanie podołać. A propos, zastanawialiście się kiedyś skąd są te zdjęcia pieczywa albo deserów w książkach kucharskich, na które jak człowiek spogląda, ma ochotę je zjeść razem ze stroną?. Po dzisiejszym dniu już wiem, nie spodziewałem się, że odpowiedź będzie taka prosta, wystarczy przyjść na taki obiad w Egipcie, zrobić fotkę i gotowe…Czuję się jak w najlepszym hotelu w Egipcie, nie, przecież ja jestem w tym hotelu…