Zgrupowanie powoli dobiega końca.. Wszyscy z teamu, włącznie ze mną mają problemy z dziurami w rękach od pompowania, bo ogólnie rzecz biorąc podczas całego pobytu wiało tylko dwa dni. A to dla nas, żeglarzy oznacza nic innego, jak codzienną rzeczywistość, zaczynając od zaklejania plastrem ran na rękach (i tak w połowie treningu wszystko się zsuwa), przez zaciśnięcie zębów przy pierwszym kontakcie dłoni ze słoną wodą, aż po półtoragodzinną walkę z własną psychiką która „podpowiada” że ta cała walka z tymi rękami i tak jest nic nie warta, a jak boli (a boli przy każdym pompnięciu) to znaczy, że trzeba przestać, bo będzie coraz gorzej. I tak leci dzień za dniem, a jak sobie przypomnę, jaki byłem zajarany pierwszym dniem… młody byłem i głupi. Hehe, tak to jest, wszystko się nudzi, a powiedzenie „wszędzie dobrze ale w domu najlepiej” kolejny raz okazuje się najprawdziwsze na świecie;)
Gorąco pozdrawiam z Egiptu
Max

