top2 strona-glowna
08.11.2007

            Jestem w Tajlandii dopiero jeden dzień, a już widziałem coś, co sprawiło, że zacząłem się śmiać na środku ulicy, a jednocześnie nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Powodem mojej reakcji był kierowca skutera, który wyjechał z restauracji jedną ręką trzymając kierownicę, w drugiej zaś tacę z obiadem i zupą, zupełnie tak jakby miał to zaraz komuś zaserwować!. To się nazywa trening propriorecepcji!:D. Nie wiem jak jest w innych zakątkach tego kraju, ale Pattaya to miasto cudów. To w tym mieście po raz pierwszy widziałem cały zespół taneczny transwestytów zaproszonych przez organizatorów regat jako wieczorna atrakcja. To przecież tu na rozsławionej „walking street” jest więcej domów publicznych niż jakichkolwiek innych budowli. Prostytucja jest tu tak powszechna jak palenie papierosów. ”Tolerancja” wobec transwestytów, starszych panów z europy trzymających za rękę młodych Tajów, pań wciągających wszystko co się rusza do GOGO barów jest tak oczywista, że nagle staje się normalna. Uważam się za osobę tolerancyjną, ale to co tu zobaczyłem przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Rodzi się więc pytanie, czy do takiej „wolności” dążymy?. Taka sytuacja jest najprawdopodobniej spowodowana biedą i mentalnością tych ludzi. I choć ubóstwo jest tu bardzo powszechne porusza mnie pogoda ducha Tajów. Dowodów sympatii i ciepła emanującego od tych ludzi jest mnóstwo, a przecież naprawdę czuć kiedy uśmiech jest szczery, a zwyczajne pozdrowienie niewymuszone.

 

 

 To niesamowite, miejsce dziwów i skrajności…